10 cze 2012

Róże



Plastikowy pojemnik na spinacze zawieszony na zagiętym gwoździu u pnia starego wiązu, od którego biegnie sznur na pranie na długość ogrodu. Wznosząc twarz ku słońcu, wdycha wiatr niosący z sobą rychły deszcz i wiesza na sznurze szare koszulki, spodnie, bieliznę i skarpety. Ubranie robocze mężczyzny. Mężczyzny, którego poślubiła.

3 cze 2012

Niedzielny poranek


Leżał na plecach, promienie słońca wygładzały panele podłogowe, z których wydobywał się zapach pszczelego wosku i kurzu, za każdym razem kiedy się poruszył. Dziewczyna przy nim pozostawała bez ruchu, okryta w prześcieradło. Usiadł, żeby zapalić papierosa, pierwszego tego dnia. Podniósł się i podszedł do okna. Dzwony kościelne wzywały wiernych na mszę. Przeniósł ciężar ciała na jedną nogę, leniwie drapiąc się po drugiej. Miał przeczucie, że coś się tego dnia miało wydarzyć, ale nie mógł sobie przypomnieć co.

Historia o miłości


Wszystko co do tej pory powiedziałem, było kłamstwem.
Wiem, że to prawda, bo kiedy mówiłem jakiejś kobiecie, że kocham, tak na prawdę nie kochałem, a cokolwiek dawałem, było źle ukierunkowanym czasem i energią.
Zobaczyłem ją i od razu się zakochałem. W jednej chwili. Przyciąganie było tak mocne, fascynujące i nieposkromione.
Powiesz, że jestem dziwny, bo tak to może wyglądać. Współcześni ludzie po prostu się nie zakochują bez pamięci. Nie ma takiej możliwości.

2 cze 2012

Dziewczyna z pistoletem



Jest już spóźniona 25 minut. 

***

Powiedziała mi, że trzyma pistolet przy łóżku. Kij baseballowy przy drzwiach.
- To na wszelki wypadek - mówi, - nie chcę skończyć martwa.

- A co z chodzeniem po ulicach?
Ma gaz pieprzowy w torebce i alarm na wypadek gwałtu na nadgarstku.
- A co ze mną? - pytam.
Uśmiecha się lekko.

Starzy Gwoździe

Stara Mama Gwóźdź myła naczynia, kiedy jej drogocenna obrączka ześlizgnęła się z palca i wpadła prosto w kanał.
- Ojej! Stary Ojcze Gwoździu, chodź szybko i zobacz jaka katastrofa zniszczyła nasze życia! - krzyknęła, wyrzucając naczynia ze zlewu, rozbijając je o ścianę.

19 maj 2012

Mgła


Ulice pokryła gęsta mgła. Ciężkie chmury otuliły chodniki jak puchowa kołdra. Maleńkie kropelki wody osiadały na twarzach przechodniów, na ich ubraniach, nawet duszach. W tej mglistej chwili, wszystko jakby zamilkło. Żadnego dwięku, nawet skrzeczące przed chwilą ptaki całkowicie teraz zamilkły. Świat stracił mowę, stał się niemy i pogrąża się w filozoficznej zadumie.
Ludzie niknący w tej gęstwinie powodowali, że czułem się jak ostatni żyjący na ziemi. Zastanawiałem się, czy oni również tak samo myślą. Czy może tylko ja dostrzegam jak giną we mgle? Poczułem, że nie powinienem tu być. Nagromadzona na moim czole zimna woda wlewała mi się do głowy, kiedy trzymałem moją kobietę za rękę. W tej magicznej mecznobiałej chmurze, byliśmy połączeni ciepłem naszych dusz. Ktoś mógłby pomyśleć, że... Sam nie wiem co. Nikt nic by nie pomyślał, ponieważ byliśmy jedynymi przechadzającymi się po ulicach osobami, które czuły to ciepło.
A teraz... Spoglądam przez okno mojego mieszkania. Jedyne co widzę, to zamazane zarysy obrzydliwego pomnika, który za dnia straszy swoją iglicą i przypomina, jak szara może wydawać się rzeczywistość. Ten sam pomnik, który okrążam szerokim łukiem jadąc do pracy. Ten sam, który podziwiam gdy ścinam rondo wracając do niej. Tak dziwnym wydaje mi się teraz, zanikający we mgle. W tajemniczej chmurze anielskich włosów i diabelskich myśli. I zdaje mi się, że mógłbym popłynąć, niesiony jej skrzydłami. Mogłaby mnie unieść do samego nieba. Ale nie dziś, moje dłonie nie uchwycą się jej mlecznej skóry. Wiatr wieje ze wschodu, a to nie jest dobry znak.

4 maj 2012

Słynny

Słynny śnieg spada,
pokrywając góry słynne ze śniegu.
Słynne sosny kołyszą się na wietrze.

Kamień jest słynny z dna rzeki.
Ale rzeka jest całkiem normalna.
Płynie stąd dotąd.

Słynny kurz opada
w nieokreślone zakamarki, ale i w słynne też,
gdzie stałeś ty, albo ja stałem

i ktoś stać będzie
po raz pierwszy, wkrótce. Kubek słynny z jakiegoś powodu.
Zębiska słynne w ich widelcu.

Słońce słynne, najsłynniejsze,
gdyż wdrapuje się po ścianie ogrodu.
Słynny księżyc, przychodzący nocą

notoryczny przez swą ciemność,
a Ziemia słynna tylko na Ziemi,
z jej słodkim zapachem historii.

Cykl nieba

Niebo jest w moich oczach.
Zamilkłem zanim rozpętała się na nim burza przysłówków,
szczęki pełne głodu wyrastają
z grzmotów w błocie.
Zamilkłem.
Zamilkłem zanim mężczyźni i dzieci
i kobiety skryły się
jak dzikie ptaki pod płaszczami niewidzialności.
Poczułem wstyd bycia kimś
moimi słowami opisanym.
Życie w prochu nierozłączne
od brudu i wytępienia,
zaakceptować czas pokryty pleśnią,
ponury czas, czas w gardle
który upływa jak zawrót głowy
świętokradztwa i samotności pomiędzy krzykami.